Objerzałem obcych, byłem na ślubie (nie moim ;-) ), kupiliśmy piekarnik do chleba, fajny spacer w Hyde Park, kupiłem zestaw małego boksera (chociąż w końcu-końców został użyty ‘na mnie’), byłem na kolejnym ślubie, zacząłem grać w plemiona, pojechaliśmy do Rzymu, ‘nie jedz gorącego chleba!’, pojechaliśmy do Polski, kupiliśmy TV :-) , dostałem awans, christmass party w firmie ;-) , święta w domu, air berlin zgubiło mi bagaż (którego do dzisiaj nie ma), nowy rok, zapomniałem dodać wody do chleba (mało się nie zapaliła mąka), przeszedłem serię ‘Call of Duty’ (i zakochałem się w tej grze), paraliż Londynu (spadło 15 cm śniegu), dwa lata w Londynie, znaleźliśmy nowe mieszkanie, przeprowadzka (i wielkie fu** – ile my mamy gratów), skręciłem komodę i szafeczkę, dostałem kolejny awans, spędziłem noc w Bunkrze, dostałem nowego Macbooka, zachorowały mi korzonki, pojechaliśmy do Polski – Wielkanoc, pojechaliśmy do Alton Towers, pojechaliśmy do Grecji (gdzie widziałem tysiąc kóz i byłem w najlepszym night-clubie w życiu), wojna z British Gas, zabookowaliśmy wakację na Rodos, pierwszy raz jechałem samochodem w Anglii, pracowałem cały weekend, cały lipiec czekałem na wakacje ;-) , pojechaliśmy na Rodos (było gorąąąąco), jak wróciłem wszystko ‘jebło’ (tak – to właściwe słowo) w pracy, kupiłem X-plane (i poczułem jak trudno się lata), pojechaliśmy wraz ze znajomymi z firmy w góry (widziałem odcinek z serii Anglicy w Zakopanym i miłe panie kelnerki), 09/09/09, pojechaliśmy do Polski.

No – to jesteśmy na bieżąco :-) .

Ostatnio nie piszę zbytnio aktywnie. W zasadzie wogóle nie piszę. Ogólnie widzę że inni też coraz mniej piszą. Nie wiem – może to taki letni okres przekwitania, a może blogi się po prostu kończą.

W każdym bądź razie, 2 lata szanowni Państwo! :-) Dwa lata mój blog jest on-line.

Pogoda w Londynie to po prostu P O R A Ż K A

Co z tego że Londyn to duże miasto, że jest dużo fajnych rzeczy do zwiedzenia, obejrzenia, przełażenia, jak ciągle PADA ?!

Rozłożylo mnie :-(

Praktycznie od środy siedzę w domu, z powodu bliżej nie określonej choroby. No ale już mi trochę lepiej (chociaż jak pomyślę że właśnie tracę weekend to mi jednak gorzej ;-) ).

Korzystając z wolnego czasu, i faktu że całe 4 godziny temu wyszła nowa wersja wordpress’a, postanowiłem swojego zaktualizować.

Pierwsze wrażenie – WOW – mają nowy design back endu :-) . No no, muszę przyznać że całkiem ciekawy. Oprócz tego mnóstwo nowych funkcji. W sumie z listy, wygląda na to że to chyba najbardziej przełomowa wersja. Jedna z funkcji, bardzo mi się podoba – mianowicie one-click upgrade :-) .
Długo na to czekałem. Nie to żeby przed tem bylo to trudne, ale zawsze jest przyjemniej po prostu kliknąć ;-) .

No nareszcie dokonczylismy proces wprowadzania :-)

Troche nam to zajelo, ale to dlatego ze troche roboty bylo. Mieszkanie generalnie nie bylo w takim stanie, w jakim opuszczalismy nasze ostatnie mieszkanie (czyli posprzatane na tip-top). Cale sprzatanie niestety spadlo na nas :-( .

No ale juz po wszystkim, mamy pelne wyposazenie ktorego potrzebowalismy a ktorego nam brakowalo (jedna wycieczka do ikei i po sprawie :-) ), i mozemy delektowac sie piciem kawy siedzac w salonie przy otwartym oknie, co nie bylo mozliwe w poprzednim mieszkaniu ze wzgledu na setki samochod smigajacych kazdej minuty 30m od naszych okien (halas…).

Od dokładnie trzech tygodni mam przyjemność korzystać z mac book’a pro w wersji z 15” wyświetlaczem (nie nie – nie dorobiłem się jeszcze, generalnie uważam że płacenie £1300 za komputer to ostra przesada, ale jeżeli to firma płaci, to czemu nie :-) ).

Wcześniej bawiłem się przez tydzień macbookiem, ale oddałem go spowrotem, gdyż ekran był jak dla mnie za mały (13” to zdecydowanie za malo, przynajmniej dla mnie; ale fakt faktem ze dzieki temu ze najpierw go kupilem, a zaraz potem oddalem stalem sie zadowolonym klientem apple ktory nic na dobra sprawe nie kupil :-) ).

W przypadku tego – wszystko jest po prostu idealnie. 15” jest świetnym kompromisem miedzy mega-mobilnym 13” a mega-nie-mobilnym-ale-wypaśnym 17”.

Sam komputer, jak to komputer – ma swoje wady i zalety. Przede wszystkim – strasznie się grzeje. Chociaż myślę że to nie jest tylko kwestia samego komputera od strony fizycznej, a oprogramowania, bo jak inaczej można określić fakt, ze wiatraczki zaczynają chodzić szybciej niż domyślne 2000 rpm dopiero jak temperatura CPU wztasta powyżej 65 stopni? Po prostu apple preferuje ciszę ponad temperaturę sprztu.
Nie wiem jak innym, ale mi to bardzo przeszkadzało, a po kilku godzinach pracy ręce były dziwnie zmęczone. No ale jest na to rozwiązanie – co prawda aplikacja 3rd party, ale naprawdę działa. Sama zasada działania jest banalna, po prostu pozwala na ustawienie takiej predkości obrotów wiatraczków jaką chcesz, i tak np. jeżeli ustawie w pracy 4000 rpm notebook pozostaje chłodny cały czas, a poniewał mamy tzw. open space i jest troszkę szumu w biurze, w ogóle nie słyszę tych wiatraczków.
Inna sprawa to to, że apple powinien (IMHO) dawać możliwosc wyboru bezposrednio w systemie, czy chcemy miec ciepło w rączki, i cicho, czy moze chłodno ale troszkę głośniej (generalnie dźwięk wiatraczków 4000rpm nie jest słyszalny nawet w kuchni przy zamkniętych oknach więc naprawdę nie jest tak źle z ‘podkręconymi’ obrotami).

Druga sprawa, która na początku mnie uderzyła, był juz sam system operacyjny. Po 10 latach korzystania na desktopie z wielu Windowsów, jednak człowiek ma swoje przyzwyczajenia, od których mimo wszystko ciężko odejść. Bo Mac OSX to po prostu inny system.
Zupełnie inny niż wszystkie windowsy, i mimo iż Unix, to trochę inny niz Linuxy.
Trochę ciężko się polapać – przede wszystkim przyspieszenie myszki, na początku może być trochę wkurzające, ale na to znalazłem inne rozwiązanie ;-) .
Ułożenie programów, zasada działania.
Ale po kilku dniach ‘męczarni’ już zaczałem dostrzegać zalety tego systemu, a po 3 tygodniach jak wracam do mojego starego laptopa, wydaje mi się on taki ‘drewniany’ :-) .

Generalnie dzięki mnogości skrótów klawiszowych przestałem całkowicie używać myszki, gdzie wcześniej po prostu nie mogłem bez myszki (zapewne też jest mnóstwo skrótów klawiszowych w Windowsie, ale jakoś nigdy tak szybko nie udało mi się do nich dojść…).
Ekran jest po prostu piękny, nigdy nie widziałem lepszej matrycy w notebook’u. Jest bardzo jasny, ma naprawde dobre kąty, i piękne kolory. Dodatkowym bajerem jest czujnik światła który dostosowywuje automatycznie jasność matrycy w zależności od typu światła pomieszczenia w którym przebywasz. Ma to świetne zastosowanie w sypialni, kiedy ktoś nagle gasi światło – laptop nie raz w oczy, tylko automatycznie sie przyciemnia. Dodatkowo przyciemnianie nie jest ‘schodkowe’ tylko płynne.
I jeszcze dodatkowym bajerem :-) jest podświetlana klawiaturka, która oczywiście też sterowana jest czujnikiem światła. Robi się ciemno – klawisze świecą, a wygląda to naprawde świetnie.

Trzecia sprawa to jakość budowy. Komputer jest po prostu śliczny, wygląda bardzo ładnie, ale jednocześnie jest bardzo delikatny (chodzi mi o obudowę). Ostatnio zadrapałem tylną klapkę wkładając go do plecaka, i przesuwając delikatnie po zamku. Porównując to do jakości budowy moich poprzednich laptopów, niestety macbook wypada zdecydowanie najgorzej.

Podczas tych trzech tygodni, moja stacja robocza po prostu działała. Nigdy nic się nie zacieło, nie przycieło i nie wkurzyło mnie (bo np. dlaczego jak mam otwartych 34 okienko w WinXP i chcem przejść między jednym Putty a drugim musze przechodzić przez 14 innych okienek, jakby nie można było przełączyć się tylko pomiędzy okienkami z danej grupy?!).

I wydaje mi się że wlasnie tak powinno byc. Komputer – twój desktop powinien Ci slużyć, bez żadnych problemów. A nie być powodem do stresu i nerwów.

I jednocześnie tym, trochę chaotycznym wpisem, świętuje 1 rok pracy w Anglii, który mija właśnie jutro :-) .

Jednym, z plusów naszego mieszkania są całkiem ładne widoki z okien i balkonu nad Londyn.
Dodatkowo, trafiło się nam tak, że okna i balkon mamy od zachodu, także mamy przyjemność podziwiać czasami naprawdę piękne zachody słońca. Gdyby nie fakt, że 50m dalej śmigają samochody po ruchliwej, 6 pasmowej A12, było by naprawde fajnie.

Poniżej fotka zachodu z 10 lutego. Większy rozmiar możecie znaleźć na flickrze

zachód słońca nad Londynem

śpij, maleńka

życie Comments Off
Jan 252008


Sara...

Nie znam
wierniejszych oczu
Nie znam
większego oddania
Odchodzisz…
i
nie mogę Ci pomóc
moczę Cię gorącymi łzami
i
chociaż Ty
nie umiesz mówić
a ja szczekać
wiesz
że Cię kocham

                          ”Pani”


:-(

[']['][']

Już są :-)

http://galeria.olartek.net – zapraszam.

Dla publiki widoczne są tylko niektóre zdjęcia, jeżeli chciałbyś mieć dostęp do wszystkich zdjęć napisz do mnie, a może dostaniesz konto z dostępem do wszystkich pozycji :-) .

Odnośnie sprzętu, świetny auto focus. Co prawda nie miałem słabego szkła, ale AF działał naprawdę wyśmienicie (noc, słabe oświetlenie).

Ale w tym roku zaszalałem :-) .

Właśnie wróciłem z miasta z swoim prezentem choinkowym :-) .

Nikon d200

Nic dodać nic ująć, właśnie bateria się ładuje, i wieczorem idziemy na miasto :-) . Jedynym problemem jaki teraz mam jest karta pamięci – 1gb pozwala na zrobienie jedynie 60 nefów :-( .

No ale jest amazon, jest expresowa wysyłka, na wtorek będzie karta 4gb. 240 zdjęć to już powinno wystarczyć ;-) .

Ostatnio nasze weekendy są jakby w kratkę. Raz mamy aktywny weekend – tak jak ostatni, czyli najpierw próba wyprawy do Madame Tussaud Museum. Próba dlatego, bo w końcu tam nie dotarliśmy. Kolejka do kasy była na oko jakieś 50m, i nawet darmowy bilet nie motywował mnie do tak długiego stania. A w niedziele wyprawa do London Zoo.
Dla odmiany ten weekend spędziliśmy cały w domu. Oglądając filmy, siedząc przed komputerami, nie robiąc generalnie nic konkretnego. Słodkie lenistwo :-) . W sumie pogoda temu dopisywała, bo na przemian było słońce i deszczowe chmury (w momencie jak chcieliśmy iść np. na rolki, to pojawiały się deszczowe chmury ;-) ).

W sumie weekend jeszcze się nie skończył, ale piszę już z góry, bo zaraz zaczynamy oglądanie nowego Bourne’a, a po nim, na pewno sie skończy :-) .

Ja piernicze, właśnie przeczytałem nowego newsą i zdziczałem :-) . Do czego to wszystko dąży? Ja rozumiem, iPod to fajna rzecz. Generalnie wszystkie produkty od Apple są piękne, świetne, fajne i trendi. Ale to już lekkie przegięcie.


iRing

Obrączka od Apple – http://pclab.pl/news28475.html

Taki mały przedruk, ale uważam go za ciekawostkę.
Na przedłużenie domeny .pl przeciętny polak musi pracować 7h. No ok – w końcu wszystko kosztuje. No i wszystko by było dobrze, tyle że w dalszej części artykułu czytamy – “Warto zauważyć, że jest to ponad 10 razy dłużej niż w przypadku przeciętnego Niemca, który na domenę .de pracuje 40 min, i aż 20 razy dłużej od przeciętnego Brytyjczyka, który na domenę .uk pracuje 19 min.”.
Hm… to już daje do myślenia :-) … zapraszam do przeczytania oryginału – < < klik >>

Ostatnio jakoś nie mam natchnienia do pisania. A szkoda – bo widze że oglądalność mojego bloga znacznie zmalała.
U nas nic nowego, byliśmy na karnawale na którym było 4783244 ludzi :-) . W życiu tyle nie widziałem na oczy w jednym miejscu :-) . Byliśmy też na kilku spacerach, i zrobiliśmy jakieś 1500 zdjęć łącznie.
Wiekszość – tych ładniejszych oczywiście – możecie oglądać w mojej nowo reaktywowane galerii – oczywiście tylko dla wybranych :-) .
To tyle, jutro idziemy na Thames Festival – zobaczymy – jak będzie coś ciekawego na pewno opisze.

Jestem już tutaj trochę czasu, i nie raz miałem problemy z dogadaniem się z innymi ludźmi. Począwszy od jakiś zwyczajnych sklepów a na infoliniach skończywszy. Np. sytuacja z wczoraj…

ja: excuse me, can you tell me please, where can I find thermal bags?
obsługa tesco: what?
ja: thermal bag, a bag that will keep temperature inside… so I can transport ice or fish…
obsługa tesco: aaa ok, come with me…

i prowdzi mnie do lodu…

drugi raz przy kasie…

ja: …and a thermal bag please…
kasjerka: sorry?
ja: thermal bag, I want to buy thermal bag, have you got it?
kasjerka: ah yes of course, we’ve got bags…

i pokazuje mi jednorazówki…

Oczywiście to tylko jedna przykładowa sytuacja, ale człowiek który tu przyjedzie, i go nie rozumieją myśli sobie – kurde, mój angielski jest do d*py.
Ja też tak myślałem.
Jednak od jakiegoś czasu zaczynam się zastanawiać czy to mój angielski jest problemem, czy może ich…

Jestem ogromnym fanem kurczaków :-) . W sensie zjadania ich oczywiście.
Mógłbym jeść je miesiącami, dzień po dniu (co zresztą teraz robie ;-) ). W polsce, jedne z najlepszych kurczaków jakie jadałem, były w KFC przy rondzie uniwersyteckim (tym na przeciwko salonu opla Bogackiego). Inne restauracje KFC w szczecinie, nawet nie równały się. Albo cola była rozcieńczona, albo kurczak zimny, czy też za dużo sosu… Ale tam, kurczaki zawsze były duże, świeże i gorące. A cola – mniam… lepszej nie piłem.

W każdym razie, nie to żebym jadł tam codziennie, ale 2-3 razy w tygodniu było obowiązkowo . Z reguły wstępowaliśmy tam po drodze z basenu :-) . Takiego już pecha mieliśmy że obok przejeżdżaliśmy, i serduszko nam sie tak rwało, że po prostu musieliśmy, tym bardziej że wieczorem koło 22:30, prawie nikogo tam nie było. Można było zjeść w spokoju i ciszy :-) (i w ten sposób regenerowaliśmy kalorie które spaliliśmy :-) ).

Wczoraj, będąc w Asdzie zobaczyłem KFC. Byłem już kilka razy, ale było tak ochydne że nawet nie dokończyłem. Pomyślałem, ach – spróbuje, co mi tam… No i po raz kolejny się rozczarowałem.

Począwszy od tego że miałem problemy z zamówieniem (ja już nie wiem, ale zaczynam wierzyć w to że to nie mój angielski jest problemem, ale innych ludzi), to Zinger był po prostu paskudny. Kurczak w nim smakował gorzej jak kotlet który wkładają w Polsce do hamburgerów za 2 zeta. Twardy, niezbyt świeży, jakby odgrzany kilka razy w mikrofali… paskuda…
Frytki były znośne, ale to nie to co w Polsce (jejku, nie myślałem że kiedykolwiek to powiem :-) ).

Jak tylko przyjechałem do Anglii, jeszcze w Milton próbowałem innych kurczaków w KFC. Kupiliśmy wtedy Bargain Bucket za ponad £12, który miał w sobie kupe kurczaków, ale co z tego że były po prostu nie dobre… Począwszy od tego, że nie mają tutaj ostrych kurczaków, a skończywszy na tym że były tak oblane tłuszczem że aż obleśne.

Nie wiem – może się czepiam, ale w Polsce było dobre a tu nie jest! Pozatym nie jestem sam -> Ola, Adam, Mirka….

W związku z tym wszystkim, oficjalnie na łamach swojego bloga pragne wyrazić moje głębioke rozczarowanie i zażenowanie tutejszym stanem restauracji KFC!
Nie mam zamiaru więcej probować tutaj KFC!
Jest po prostu nie dobre!
Fani KFC – nie jedzcie tutaj!

© 2011 Bartek Swędrowski - blog Suffusion theme by Sayontan Sinha