Objerzałem obcych, byłem na ślubie (nie moim
), kupiliśmy piekarnik do chleba, fajny spacer w Hyde Park, kupiłem zestaw małego boksera (chociąż w końcu-końców został użyty ‘na mnie’), byłem na kolejnym ślubie, zacząłem grać w plemiona, pojechaliśmy do Rzymu, ‘nie jedz gorącego chleba!’, pojechaliśmy do Polski, kupiliśmy TV
, dostałem awans, christmass party w firmie
, święta w domu, air berlin zgubiło mi bagaż (którego do dzisiaj nie ma), nowy rok, zapomniałem dodać wody do chleba (mało się nie zapaliła mąka), przeszedłem serię ‘Call of Duty’ (i zakochałem się w tej grze), paraliż Londynu (spadło 15 cm śniegu), dwa lata w Londynie, znaleźliśmy nowe mieszkanie, przeprowadzka (i wielkie fu** – ile my mamy gratów), skręciłem komodę i szafeczkę, dostałem kolejny awans, spędziłem noc w Bunkrze, dostałem nowego Macbooka, zachorowały mi korzonki, pojechaliśmy do Polski – Wielkanoc, pojechaliśmy do Alton Towers, pojechaliśmy do Grecji (gdzie widziałem tysiąc kóz i byłem w najlepszym night-clubie w życiu), wojna z British Gas, zabookowaliśmy wakację na Rodos, pierwszy raz jechałem samochodem w Anglii, pracowałem cały weekend, cały lipiec czekałem na wakacje
, pojechaliśmy na Rodos (było gorąąąąco), jak wróciłem wszystko ‘jebło’ (tak – to właściwe słowo) w pracy, kupiłem X-plane (i poczułem jak trudno się lata), pojechaliśmy wraz ze znajomymi z firmy w góry (widziałem odcinek z serii Anglicy w Zakopanym i miłe panie kelnerki), 09/09/09, pojechaliśmy do Polski.
No – to jesteśmy na bieżąco
.
Witam serdecznie wszystkich smakoszy w nowym kąciku kulinarnym na moim blogu pt. gotowanie z Bartkiem! ![]()
Jeszcze tytułem krótkiego wstępu do nowego kącika, to jak sama nazwa mówi będzie on związany z gotowaniem potraw. Potraw, które może nie są nowościa, ale które ja lubie, i potrafie zrobić, choć podczas sesji zdjęciowych potrawy przyrządzane są przez kogoś innego (no bo jak naraz mógłbym robić zdjęcia i gotować).
OK – a teraz do rzeczy
.
Potrawa nie jest ani trudna, jej przygotowanie nie jest czasochłonne a składniki tanie. Oprócz tego jest zdrowa i cholernie smaczna
. Jak ją poznałem? Ano jak przyjechałem do Anglii, przez pierwszy miesiąc mieszkałem u kuzyna w Milton Keynes (korzystając z okazji serdeczne pozdrowienia dla Adama, Mirki i Kali
). I tam widziałem raz jak kuzyn jadł tortille, ale się jakoś nie skusiłem, za drugim razem dostałem kawałek i się po prostu zakochałem.
Co będzie nam potrzebne? Na początek dwa zdjęcia.


No więc:
- placki na tortille
. W tesco są po chyba £0.90. - sos do warzyw – można go także zrobić samemu, ale jest dużo roboty, i nie jest to proste, a gotowiec jest całkiem dobry i tani
- piersi z kurczaka (moja ulubiona potrawa
), w naszym przypadku jedna, duża pierś jest w zupełności wystarczająca - cebula – nam starcza pół główki, jako ze Ola nie lubi tortilli z cebulą
- kapusta pekińska (w Anglii znajdziemy ją pod nazwą sałata chińska)
- papryka – może być żółta, czerwona, zielona – kto co lubi
- pomidorek
- ogórek – może też być kiszony jeżeli ktoś lubi
Do tego troche przypraw, patelnia, troche oleju i chęci. No więc do roboty
.
Krok pierwszy – krojenie i przygotowanie składników.
Pierś/i z kurczaka kroimi w małe kawałeczki – u mnie na zdjęciu są już pokrojone. Trzeba zwrócić uwagę na wielkość kawałkow żeby nie były czasami za małe, bo potem będą uciekały między zębami
. Kroimi resztę warzyw tak jak na zdjęciu
.
Krok drugi – smażywy kurczaka.
Nalewamy oleju (nie za dużo, żeby potem kurczak nie obciekał tłuszczem) na patelnie i wrzucamy na ruszt kurczaczka.

Dodajemy przypraw, tak jak kto woli (ja np. preferuje sól, pieprz, papryka, papryka ostra, bądź czasami np. pyszną przyprawe gyros – pozdrowienia dla Milton
, lub trochę przyprawy czosnkowej) i smażymy.
Jak już kurczaczek osiągnie kolor złocisty (czyli będzie upieczony), kończymy etap pieczenia kurczaka i przechodzimy do kolejnego kroku
.

Krok trzeci – nakładanie składników na placki.
To juz przedostatni, ale i bardzo ważny krok. Na początku najlepiej wrzucić placki do mikrofalówki na jakies 10-12 sekund. Dzięki temu staną się bardziej miękkie i łatwiem będzie je potem składać. Po tym smarujemy placki sosem, tak jak to robią ręce Oli na zdjęciu
.

Nie przesadzamy z ilościa sosu, bo jego smak jest dość intensywny – damy za dużo – będzie po prostu nie dobre.
Następnie kładziemy troche kapusty.

Jak już mamy ładnie przygotowane podłoże (ułożone gniazdko
), możemy wrzucić nasze starannie upieczone, pyszne, wspaniałe kurczaczki
. Tutaj z ilością jak kto woli – ja preferuje duuuużo.

Mniaaaam…

Dorzucamy resztę warzywek, musimy pamiętać żeby nie przesadzić z ilością, bo nie da się potem zamknąć placka
.

Już prawie koniec, nasza tortilla wygląda tak…

Teraz możemy przejść do ostatniego, i najtrudniejszego kroku.
Krok czwarty – składamy tortille.
Jest to ostatni krok przyrządzania tortilli, i jednocześnie najtrudniejszy. Może się bowiem zdarzyć że placek pęknie, lub jeżeli nałożyliśmy za dużo warzyw, nie będzie chciał się ładnie dać złożyć.
No to jedziemy…
Łapiemy za dół placka, i zawijamy go tak, aby dolna krawędź sięgała 1/5 średnicy tortilli od góry
.

Następnie łapiemy prawą stronę tortilli i zawijamy ją do środka.

Przytrzymując jak na powyższym zdjęciu dwoma palcami (wskazującym i serdecznym) prawej ręki, łapiemy lewe skrzydełko placka tortilli i zawijamy do środka, po czym przytrzymujemy ją na środku żeby się nie rozwinęła.

Jeżeli tak byśmy ją zostawili, to nasze jedzenie mogło by zacząć nam uciekać (tortilla by się rozwijała, a my zamiast rozkoszować się jedzeniem myślelibyśmy, jak tu zrobić żeby nic nie wypadło
). Dlatego na sam koniec, bawimy się w świstaka, i zawijamy tortille w sreberka
.

Voila – tortilla – gotowa do zjedzenia!


I to już wszystko, całość zajmuje około 15-20 minut, także naprawde nie długo a efekt jest naprawde pyszny
. Sam dzisiaj skosztowałem, więc wiem co mówie!
.
Mam nadzieję że instrukcja jest jasna i pełna, lecz jeżeli ktokolwiek będzie miał jakieś pytania, proszę śmiało komentować.
Na koniec chciałbym serdecznie podziekować Dziubkowi, który tak ładnie dba o to żebym nie zmarniał, i bez którego (bym już pewnie zdechł z głodu) tego przepisu by nie było
.
Pozdrawiam serdecznie, i do napisania w kolejnym wpisie ‘gotowanie z bartkiem’
.