Objerzałem obcych, byłem na ślubie (nie moim
), kupiliśmy piekarnik do chleba, fajny spacer w Hyde Park, kupiłem zestaw małego boksera (chociąż w końcu-końców został użyty ‘na mnie’), byłem na kolejnym ślubie, zacząłem grać w plemiona, pojechaliśmy do Rzymu, ‘nie jedz gorącego chleba!’, pojechaliśmy do Polski, kupiliśmy TV
, dostałem awans, christmass party w firmie
, święta w domu, air berlin zgubiło mi bagaż (którego do dzisiaj nie ma), nowy rok, zapomniałem dodać wody do chleba (mało się nie zapaliła mąka), przeszedłem serię ‘Call of Duty’ (i zakochałem się w tej grze), paraliż Londynu (spadło 15 cm śniegu), dwa lata w Londynie, znaleźliśmy nowe mieszkanie, przeprowadzka (i wielkie fu** – ile my mamy gratów), skręciłem komodę i szafeczkę, dostałem kolejny awans, spędziłem noc w Bunkrze, dostałem nowego Macbooka, zachorowały mi korzonki, pojechaliśmy do Polski – Wielkanoc, pojechaliśmy do Alton Towers, pojechaliśmy do Grecji (gdzie widziałem tysiąc kóz i byłem w najlepszym night-clubie w życiu), wojna z British Gas, zabookowaliśmy wakację na Rodos, pierwszy raz jechałem samochodem w Anglii, pracowałem cały weekend, cały lipiec czekałem na wakacje
, pojechaliśmy na Rodos (było gorąąąąco), jak wróciłem wszystko ‘jebło’ (tak – to właściwe słowo) w pracy, kupiłem X-plane (i poczułem jak trudno się lata), pojechaliśmy wraz ze znajomymi z firmy w góry (widziałem odcinek z serii Anglicy w Zakopanym i miłe panie kelnerki), 09/09/09, pojechaliśmy do Polski.
No – to jesteśmy na bieżąco
.
Jednym, z plusów naszego mieszkania są całkiem ładne widoki z okien i balkonu nad Londyn.
Dodatkowo, trafiło się nam tak, że okna i balkon mamy od zachodu, także mamy przyjemność podziwiać czasami naprawdę piękne zachody słońca. Gdyby nie fakt, że 50m dalej śmigają samochody po ruchliwej, 6 pasmowej A12, było by naprawde fajnie.
Poniżej fotka zachodu z 10 lutego. Większy rozmiar możecie znaleźć na flickrze

Na początku korzystając z okazji, chciałbym wszystkim życzyć wszystkiego najlepszego w nowym – 2oo8 roku!
Myslałem że będąc w Polsce, będe miał trochę czasu żeby podgonić blog’a i napisać pare notek, ale jakoś mi się nie udało. Świąteczna atmosfera, tak mnie zajęła i przyćmiła że jakoś nie było mi dane myśleć o blogu
.
W każdym razie mikołaj przyniósł mi świetną książkę – czytałem o niej już jakiś czas temu, i mocno mnie intrygowała, a że okazja się zbliżała, postanowiłem dać cynk mikołajowi co by mnie ucieszyło.
Książka to Understanding exposure autorstwa Bryana Petersona (polski tytuł który jest dostępny w merlinie – od 2007 roku – to Ekspozycja bez tajemnic).
Opis merlin’u : Każdy, dla kogo pojęcie ekspozycji wydaje się niejasne, czy zbyt profesjonalne, znajdzie w tej książce jego zrozumiałe objaśnienie. Autor wyjaśnia powiązania przysłony i czasu naświetlania i tłumaczy, jak wykonać dobre zdjęcia w pozornie trudnych sytuacjach, na przykład w ustawieniu pod światło, przy pochmurnej pogodzie, w słabym oświetleniu, czy w ruchu. Wiedza ta ma istotne znaczenie zarówno dla fotografujących na filmie, jak i cyfrowo.
Ja powiem tyle że książka jest naprawde świetna. Treść – zdjęcia i tekst – jest idealnie wyważona, przez co czytając ją, nie nudziłem się. Książka pisana jest bardzo lekkim językiem, i czyta się praktycznie sama (wielkim czytelnikiem nie jestem, a wciągneła mnie tak że dwu krotnie odkładałem ją po 2 w nocy, i to naprawde niechętnie
). Autor ma świetny dryft do pisania, i świetna wyobraźnie.
Potrafi naprawde w prosty i zrozumiały sposób przedstawić dość skompliowane pojęcia.
Jako że książka pokrywa także naprawde podstawowe podstawy, nie wszystko było dla mnie nowe
. Ale także dowiedziałem się kilku bardzo ciekawych tricków (jak np. jak sprawdzić podgląd przysłony jeżeli aparat nie ma takiej funkcji), a rozdział o Sky Brothers (podniebni bracia?) po prostu jest świetny. I co najlepsze – to działa!
Oprócz tego fotografie które są w książce są niesamowite.
Naprawdę świetna pozycja, zarówno dla początkujących (nawet dla tych co nie maja aparatów – jestem pewien że po przeczytaniu tej pozycji, będziesz miał ochote zrobić kilka zdjęć) jak i zaawansowanych fotografów.
Gorąco polecam.
Już są
http://galeria.olartek.net – zapraszam.
Dla publiki widoczne są tylko niektóre zdjęcia, jeżeli chciałbyś mieć dostęp do wszystkich zdjęć napisz do mnie, a może dostaniesz konto z dostępem do wszystkich pozycji
.
Odnośnie sprzętu, świetny auto focus. Co prawda nie miałem słabego szkła, ale AF działał naprawdę wyśmienicie (noc, słabe oświetlenie).
Ale w tym roku zaszalałem
.
Właśnie wróciłem z miasta z swoim prezentem choinkowym
.

Nic dodać nic ująć, właśnie bateria się ładuje, i wieczorem idziemy na miasto
. Jedynym problemem jaki teraz mam jest karta pamięci – 1gb pozwala na zrobienie jedynie 60 nefów
.
No ale jest amazon, jest expresowa wysyłka, na wtorek będzie karta 4gb. 240 zdjęć to już powinno wystarczyć
.
No i znowu synoptycy się pomylili, z tą różnicą że tym razem na naszą korzyść. Dzisiejsza niedziela była naprawdę piękna! ![]()
Nareszcie troche słońca w Londynie.
Wybraliśmy się do Greenwhich. Byłem tam już 2 lata temu, ale pamiętam że miejsce bardzo mi się podobało, więc czemu nie odwiedzić go znowu, tym bardziej że mamy tam dosłownie 20 minut DLR i chyba po tym 10 minut piechotą. Park jest naprawde uroczy, a muzeo-obserwatorium bardzo fajne. Zabrałem ze sobą aparat, i co prawda przez 80% czasu to nie ja nim robiłem zdjęcia, udało mi się zrobić jedno, które tak mi się podoba, aż chcem się nim podzielić
.

Oprócz tego Ola zrobiła kilka naprawdę fajnych zdjęć jak np. tą wiewiórkę.

Swoją drogą dalej nie mogę się przyzwyczaić, że zwierzęta takie jak wiewiórki biegają tutaj po parkach w najlepsze. W polsce widziałem je naprawdę rzadko, a tutaj nie dość że jest ich od groma, to można nawet je pokarmić, a jak człowiek jest odważny to zaciągnąć na swoją nogę i wtedy dać orzeszka!
. Akurat te nie były tak mocno oswojone, ale w Hyde Park’u są takie bo już to robiłem
. W najbliższym czasie się tam wybierzemy i jak się uda, wkleje fotki
.
Było też mini wesołe miasteczko…

…gdzie mnie nie wpuścili
…

Swoją drogą #2
to za to właśnie kocham mojego D70. Jak się już nauczysz go obsługiwać, to odwdzięczy Ci się rewelacyjnymi zdjęciami.
I na koniec, 2 zdjęcia z Olą-fotografem (te już nie robione D70, ale to od razu widać )
.


Udany dzień
.
Od jakiś dwóch lat (z okładem) jestem naprawde szcześliwym posiadaczem Nikon’a D70. Aparat, mimo iż nienajowszy, nadal spisuje się całkiem nieźle i w zupełności mi wystarczy (czyt. używam może 30% jego potencjału
). No ale po ponad 2 latach pstrykania, i przeszło 10.000 klapnięciach migawki, przyszedł czas na solidne, mokre szorowanie matrycy (a raczej filtru AA który znajduje się nad nia; wiele osób które mówi “czyszczę matrycę”, jest w błędzie; matrycy sie z reguły nie czyści – tylko w wyjątkowych sytuacjach – czyści się filtr znajdujący się nad nią, tzw. low pass filter).
Dwa lata temu jak miałem paprochy, i już grucha nie pomagała, kupiłem na amerykańskim Ebay’u Sensor Brush’e. Specjalne pędzelki zrobione z ultra-delikatnego płótna, którymi można bylo do woli zamiatać po filtrze, a także po lustrze (gdyż dostałem 2 – jeden z przeznaczenie do filtru, drugi do lusta). Wtedy sprawdziły się świetnie – jedno z lepiej wydanych 9$ w moim życiu
. Ale teraz już nie dawały rady.
No więc miałem kilka opcji do wyboru.
- Pierwsza – Wysłać aparat do Nikon’a z prośba o czyszczenie. Plus jest taki że pewnie zrobili by to dobrze. Minusy są takie że przez minimum 2 tygodnie pozbawiony byłbym aparatu, oraz usługa była by płatna (gdyż aparat jest już po gwarancji), a że mieszkam w Anglii, to płatna w £, co nie oznacza raczej nic dobrego
. - Druga opcja to oddanie go do czyszczenia w jakimś lokalnym photo-shopie
. Pytałem w kilku shop’ach, i ceny bywały różne, od £25 do nawet £90 (jessops), czas oczekiwania podobny – od 15 minut, do kilku dni (znowu jessops…) a jakość usługi – z tego co czytałem na grupach dyskusyjnych – często wątpliwa. - Trzecia opcja była najbardziej stresująca, najbardziej ryzykowna, najmniej kosztowna i najciekawsza
. Mianowicie kupno sensor-swabów, płynu (np. eclipse, lub VDust) i samodzielne czyszczenie matrycy
.
Czemu stresujące, i najbardziej ryzykowne – bo łatwo można spieprzyć sprzęt.
Najtańsze – bo zestaw za £35 starczy mi na jakieś 5 lat
– może nawet więcej.
Najciekawsze – no co tu dużo mówić
… zaje***** sprawa
.
Jak zapewne się domyślacie – wybrałem opcję trzecią. Pogooglałem trochę, i znalazłem na stronie cameraworld.co.uk Sensor Swab‘y i płyn VDust który był bardzo pozytywnie opisywany na innych stronach. Dlaczego cemeraworld? Ano dlatego że mają oddział w Londynie, gdzie mogłem sobie pójść i kupić cały ekwipunek, i przy okazji obejrzeć go na miejscu.
Buteleczka może i wygląda na duża na poniższym zdjęciu:
ale jest taka kuźwa mała że szkoda gadać. Dobrze że dawkowanie tego płynu nie jest zbyt duże, bo wtedy opłacalność tego przedsięwzięcia stała by się sprawa dyskusyjną.
Sensor Swab’y występowały w dwóch kolorach. Zielonym i pomarańczowym. Pytałem i różnice, ale sprzedawca mi powiedział że nie ma żadnej (do czego nie jestem jakoś do końca przekonany, ale też jestem zbyt leniwy żeby to sprawdzić
). Jest ich sztuk 12. Starczy na troche czasu… a pudełeczko wygląda tak:
Jak tylko dojechałem do domu, wziałem sie za czyszczenie aparatu. Na początek otworzyłem go, i solidnie wydmuchałem gruchą, po czym wziąłem jedną łopatkę, nakropiłem na nią 4 kropelki płynu, postępując wg. instrukcji odczekałem jakies 15-20 sekund (żeby płyn troche odparował, i zacząłem mycie filtru (pamiętając że należy to robić w jednym kierunku, od strony prawej do lewej – jeżeli trzymacie aparat “twarza” do siebie
). Po dosłownie 4 przejechaniach – płyn wysychał błyskawicznie, nie wiem, 2 może 3 sekundy – matryca jest czysta jak nigdy
.
Reasumując nie jest to nic strasznego. Ryzyko uszkodzenia aparatu podczas wykonywania tej czynności jest bardzo nikłe, pod warunkiem że będziecie to robili sprzętem do tego przeznaczonym – czyli sensor swabami i odpowiednim płynem (żadnych spirytusów, ściereczek do optyki itp; wierzcie mi – przekonałem się na własnej skórze o tym
).
Zapewne mało z nas cieszyłby fakt konieczności pozbycia się aparatu na minimum 2 tygodnie i do tego jeszcze płacenia za to… (co najlepsze jestem pewny że jakbym go nie miał, najbardziej by mi się chciało robić zdjęcia – ale tak to już jest, jak czegoś nie możesz mieć – pragniesz tego najbardziej
).
Także policzcie – pieniążki które zaoszczędzicie na czyszczeniach matrycy w najbliższych latach, oraz przede wszystkim czas w którym pozbawieni będziecie swojego aparatu… jak dla mnie – wybór jest oczywisty.
To by było na tyle, i pamiętajcie, nie taki diabeł straszny, jak go malują
.