Jul 212007
No i mamy kolejny weekend. Wstaliśmy rano, piękna pogoda. Zjedliśmy śniadanko, przyszykowałem aparat. Moja druga połówka się wyszykowała, no to idziemy, w końcu to Londyn. Widzieliśmy go może z 2%
.
No i tutaj pierwsze rozczarowanie, dochodzimy do stacji metra, tablica informacji nt. obecnego statusu cała zapisana. Podchodzimy bliżej i widzimy mniej więcej to:

Nosz kuźwa. Jest sobie weekend. Cały tydzień człowiek czeka. I to nie ja sam, bo z reguły w weekendy metra są naprawdę zawalone. Mnóstwo ludzi wylega z domów na zakupy, zwiedzanie, łażenie a oni zamykają 4 linie (z czego dwie jeżdża do mnie).
Wychodzimy na peron, tak czekamy na metro, gadamy, gadamy… zaraz gdzie jest słońce? Szybkim ruchem głowy zlustrowałem otaczające mnie niebo (normalnie tekst jak z książki
No nic, wracamy… w drodze powrotnej zahaczyliśmy o tesco – mieliśmy kupić płyn do płukania, i sprzęcior na obiad – tortille, ale jak zwykle wracaliśmy z 6 reklamówkami i 20 centymetrowym rachunkiem
Za oknem, oczywiście pada… no nic – to po prostu Summer in London…