No i mamy kolejny weekend. Wstaliśmy rano, piękna pogoda. Zjedliśmy śniadanko, przyszykowałem aparat. Moja druga połówka się wyszykowała, no to idziemy, w końcu to Londyn. Widzieliśmy go może z 2% :-) .
No i tutaj pierwsze rozczarowanie, dochodzimy do stacji metra, tablica informacji nt. obecnego statusu cała zapisana. Podchodzimy bliżej i widzimy mniej więcej to:

London Tube Service updates

Nosz kuźwa. Jest sobie weekend. Cały tydzień człowiek czeka. I to nie ja sam, bo z reguły w weekendy metra są naprawdę zawalone. Mnóstwo ludzi wylega z domów na zakupy, zwiedzanie, łażenie a oni zamykają 4 linie (z czego dwie jeżdża do mnie).
Wychodzimy na peron, tak czekamy na metro, gadamy, gadamy… zaraz gdzie jest słońce? Szybkim ruchem głowy zlustrowałem otaczające mnie niebo (normalnie tekst jak z książki :-) ), chmury, i to wcale nie takie ładne białe baranki, ale raczej takie kłęby zwiastujące deszcz.
No nic, wracamy… w drodze powrotnej zahaczyliśmy o tesco – mieliśmy kupić płyn do płukania, i sprzęcior na obiad – tortille, ale jak zwykle wracaliśmy z 6 reklamówkami i 20 centymetrowym rachunkiem :-) . No i wracamy sobie spokojnie, torby ciężkie jak cholera. Ola mi mówi że chyba ją ptak osikał :-) , ja w śmiech, za dosłownie 3 sekundy ptak mnie osikał, co jest – jakaś pora sików czy co? Po 15 sekundach już całkiem ‘fajnie’ padało. No i tak jestem w domku, ciekawie i przyjemnie spędzając kolejny weekend, pisząc tą notkę.
Za oknem, oczywiście pada… no nic – to po prostu Summer in London…

Leave a Reply

(required)

(required)