Na poczatek szybka notka – mam nowego laptoka
. Calkiem fajny, Intel Centrino Duo 1.66ghz, 1GB ram, 120GB hdd, Intel 950 224MB ram’u
. Mowilem sobie ze kolejnego kupie juz z porzadna karta grafiki no ale niestety nie wyszlo. Sprzetu potrzebuje do pracy, a kasy obecnie niezbyt duzo. Chociaz nie jest tak zle, takiego sprzetu w Polsce za 3.100 zl nie ma szans zebym kupil, tutaj sie udalo a jeszcze przy kupnie wytargowalem £40 znizki
. Pod tym wzgledem Anglia bardzo mi sie podoba. Wyobrazcie sobie ze idziecie do Media Markt i tam probojecie sie targowac o cene – powodzenia zycze
.
Laptop jest bardzo fajny, poza jednym mankamentem – angielska klawiatura. Pomijajac brak ogonkow (chyba je jakos mozna ustawic, ale wtedy klawisze beda w innych miejscach i w miejscu gdzie na klawiszu mam ” bede mial @ itd.), to niektore klawisze sa poprzestawiane. Np. ” jest w miejscu @, | ktorej niezmiernie czesto uzywam znajduje sie przy lewym shift’cie, # jest obok entera i nie trzeba wciskac shift’a zeby go uzyskac. Mysle ze to kwestia kilku dni, ale na poczatek jest dosc uciazliwe (np. wpisujac adres maila pisze alsldadasd”wp.pl
). No i z uwagi na brak ogonkow bede pisal wpisy bezogonkowe
.
Co do pracy, jak na razie bardzo mi sie podoba. Co odroznia angielski tryb pracy od Polskiego:
- wprowadzenie do pracy – z doswiadczen z Polski, spodziewalem sie ze po przyjsciu do pracy dostane kompa, i zadania i od pirerwszych minut bede cos tam klepal. Po przyjsciu do pracy dostalem liste planowanych spotkan z przeroznymi ludzmi, poczawszy od szefow, skonczywszys na Office Manager’ce i liste tematow na ktore beda mi te osoby opowiadaly. Dla mnie to nowosc, na poczatku myslalem ze to niepotrzebna strata czasu, ale po tym pierwszym dniu (i 5ciu godzinach opowiadan) o firmie wiedzialem wiecej niz po 1-wszym miesiacu przepracowanym w poszczegolnych firmach w Polsce. Naprawde czuc roznice. Z tego co powiedzial mi Roger (director
) to jest to jakis nowy program cos tam cos tam
. Musze przyznac ze jest naprawde skuteczny.
- lunch time – i to u nas w firmie trwa 1h (w wiekszosci sa 2 przerwy 15 min, i jedna 30 min). 30 min jest za darmo, za drugie 30 min musze zostac dluzej w pracy – od 9 – 17:30. Na poczatku wydawalo mi sie ze 1h to troche przegiecie – co ja bede robil. Ale po kilku dniach, musze przyznac ze jest to naprawde fajna sprawa. Mozna isc gdziekolwiek, nawet cos zalatwic, zupelnie zapomina sie ze jest sie w pracy. Po godzinie czlowiek wraca niemalze wypoczety. Niektorzy z mojej firmy, wykorzystuja ten czas nawet na bieganie (!?) co bylo dla mnie naprawde nowoscia
. - tempo/styl pracy – bardzo mi sie podoba. Z Polski (powtarzam sie) przyzwyczajony bylem to bardzo dynamicznego, agresywnego i czesto nieprzyjemnego stylu pracy (robienie kilku rzeczy na raz, nerwy, stres…). Tutaj wszystko jest na spokojnie, nic na sile. Malo kto zajmuje sie wiecej niz jedna rzecza na raz, malo kto denerwuje sie, stresuje. Bardzo mi sie podoba taki styl pracy, swiadomosc ze mozesz skupic sie na jednej rzeczy i drozyc ja az do skutku, wiedzac ze nikt ci nie przeszkodzi, telefon nie zadzwoni i ze nikt nie bedzie mial do Ciebie pretensji ze ‘jeszcze tego nie zrobiles’ jest naprawde duzym komfortem. Praca po prostu robi sie przyjemna.
- atmosfera – tutaj Anglicy naprawde sa wyzej o kilka lig od Polskich firm. Przede wszystkim – hierarchia przelozony – podwladny jest tylko teoria. Oczywiscie trzeba wykonywac obowiazki, lub polecenia czy projekty ale nie ma tak wyraznego akcentowania swoich pozycji przez przelozonych (co niektorzy wiedza o co mi chodzi
). Wszyscy sa po prostu kumplami wszystkich, z kazdy mozesz pogadac wprost jak z kolega. Szefowie (dyrektor i CEO) zwracaja sie do Ciebie per Ty i wymagaja od Ciebie tego samego (zreszta tutaj w Anglii jest to bardzo popularne, dziwne by bylo mowienie np. Sir Riger, czy Mr Roger
). Podczas pracy mozliwe jest np. wypicie sobie malego piwka (szok), a w piatek o 17 (przynajmniej tak bylo w ten piatek) piwo roznoszone jest dla kazdego, i oficjalnie zaczyna sie weekend (malo kto pracuje, raczej juz sa luzne rozmowy). O 17:30 przynoszony jest kosz schlodzonego piwa, i kazdy kto chce moze sobie wziasc. Nastepnie cala grupa zbiera sie przy duzym okraglym stole i prowadzone sa rozmowy bez konsekwencji na ktorych mozna powiedziec cokolwiek sie mysli, i porozmawiac na dowolne tematy. Kolejna nowosc i bardzo przyjemna. Nie dziwie sie ze Anglicy tak czesto pracuja do pozna, czy zostaja na over-time (nadgodziny), w takich warunkach praca to po prostu przyjemnosc.
Na razie tyle, pracuje w firmie bardzo krotko, ale juz dostrzegam kilka bardzo pozytywnych aspektow pracy w Anglii.
Oprocz tego – mamy mieszkanie. I to calkiem fajne. Troche stersowalismy sie przy samym procesie wynajmu (nie codziennie placi sie na dzien dobry 18.000 zl) ale wyglada na to ze nasze obawy sa efektem doswiadczen i uprzedzen z Polski. Na razie wszystko jest ok, a nawet dostalismy od naszych land-lordow bardzo ladna karte powitalna o tresci: “We wish You both a warm welcome to Your new home!”. Bardzo przyjemny gest. Puki co jestesmy jeszcze na etapie konczenia formalnosci (rachunki, internet, council tax itp.) ale mieszkanie jak na razie jest bardzo fajne (tfu, tfu…). Dzisiaj mam porobic jakies zdjecia to moze jutro zaladuje cos i wkleje.
Na razie tyle, jest niedziela, po Angielskiej pogodzine na cale szczescie ani sladu
. Sloneczko, 12C w cieniu troche wieje ale i tak idziemy na pierwsze zwiedzanie w czasie naszego pobytu w Londynie. Plan mamy ambitny – Canary Warf, Liverpool Station i spacer wzdloz Queen’s walk. Zobaczymy co z tego nam wyjdzie
…
hej bartek ! twoja stronka robi furore wsrod starych kolegow i kolezanek z … .pl, nawet ja sie skusilam, by tu zajrzec – nawet – bo jak wiesz, po pracy jak ognia, wystrzegam sie internetu … no, ale zajrzalam, by poczytac co tam u was “slychowac” … u nas po staremu, pizza juz nie taka dobra, jak kiedys, pracy duzo i ciagle zmiany ! napisz na maila jak teraz wam sie uklada, bo zmykam i do konca nie doczytam a ciekawi mnie jak teraz CI sie zyje i pracuje na obczyznie, jak mieszkanko (ciagle to samo?), wyjezdzacie gdzies na urlop? ja tymczasem juz mieszkam w Szczecinie, do pracy mam 5 minut, wiec wiecej czasu na odpoczynek, wlasnie zaczelam chodzic na fitness (odchorowuje zeszlotygodniowe wyczyny na pilce-myslalam ze to bedzie czysta rozkosz, tymczasem po tygodniu czuje bol ramion, nog itd), gleboko rozwazam czy kupie nastepny karnet
pozdrawiam goraco p.s. masz kontakt z bartusiem l – uciekl i znaku nie daje, moze tez ma bloga, co?