Ahhh… na reszcie troche wolnego. I to znacznie wiecej niz mialbym pracujac w Polsce. O caly jeden dzien. Czyli dokladnie o 33.333(3)% niz w Polsce
.
Ja nie wiem jak to jest, tutaj – w Anglii – ludzie pracuja na luzie, spokojnie, bez pospiechu, maja dlugie lunch time’y, kazda okazja jest dobra do tego aby dzien byl wolny od pracy, w weekendy wiekszosc firm nie pracuje i gospodarka, oraz ogolnie wszystko calkiem niezle sie kreci.
W Polsce ludzie pracuja 15 razy szybciej, nie ma przerw, kazdy powod jest dobry aby pracowac dluzej i ciezej, ludzie pracuja w kazdy swiatek, piatek i niedziele. Gospodarka lezy, a ludzie zarabiaja marne grosze ktore z trudem starczaja do kolejnego ‘pierwszego’.
Ok – Wielka Brytania swojego czasu miala kolonie, mnostwo kolonii – dorobila sie swojego, ale czy to jest powodem tak duzej roznicy? No nie wiem…
Ok. W polityce (jak i historii
) nigdy dobry nie bylem, wiec nie bede udawal ze jest inaczej. Teraz troche spraw biezacych.
Tak jak wczesniej pisalem, kupilem laptopa. Niestety – jak na zlosc. Karta graficzna – Intel i945 w ktora moj laptop jest wyposazony, ma dziwnie niska wydajnosc pod Linux’em i na razie nie zanosi sie na to zeby sytuacja sie poprawila. No ale jakos daje sie to przezyc, natomiast nie za bardzo daje sie przezyc problemy z karta wifi ktora posiadam – Intel 3945 ABG z ktorej tak bardzo sie cieszylem. Sterownik – mimo iz swiezy – ma po prostu cos spieprzone, i wiekszosc czasu mam transfery max. 40kb/s oraz wysokie opoznienia (200ms do gw?!)
. Musze jeszcze sprobowac zainstalowac sterowniki ndis’owe. Moze to cos pomoze.
Poza tymi dwoma glownymi bolaczkami – wszystko jest – tfu, tfu – ok
. Pracuje sie bardzo przyjemnie.
Praca. Powoli przyzwyczajam sie do angielskiego trybu pracy, i musze przyznac ze z kazdym dniem podoba mi sie on coraz bardziej. Praca na luzie, bez przeladowania obowiazkami, mozliwosc skupienia sie na jednej rzeczy i robienia jednej rzeczy na raz, brak koniecznosci odbierania telefonow daja naprawde bardzo duzy komfort psychiczny a i przy okazji znacznie wydajniej sie pracuje (tak mi sie przynajmniej wydaje). Dodatkowo po powrocie do domu z pracy, mimo iz jestem poza domem ponad 9h nie czuje zmeczenia! No moze jestem spiacy
, ale nie czuje zmeczenia jakie towarzyszylo mi po powrotach z pracy w Polsce. Czyli jak na razie pozytywnie
. Oby tak dalej.
Mieszkanie… Puki co wszystko ok – i oby tak dalej. W przyszlym tygodniu bedziemy musieli zaplacic pierwszy rent i troszke sie stresujemy. Nie mamy ani nr. konta naszego Land Lord’a, ani nie wiemy jak to za bardzo ma wygladac (przelew? kasa do raczki?). Takze bedziemy musieli zadzwonic (blee…) i dogadywac sie. Oprocz tego gosciu na check-in’ie porobil troche malo zdjec i nie opisal wszystkich uszkodzen w mieszkaniu ktore my widzimy, ale nadrobilem jego nie dorobienia, jutro przerobie zdjecia i przesle mu do wgladu, zeby potem nie bylo watpliwosci
.
Ogolnie zycie. Jest OK
. Na razie nie jest wypelnione wspanialymi atrakcjami, ale powoli aklimatyzujemy sie i mam nadzieje ze stopniowo od kolejnej wyplaty bedziemy mieli fundusze na jakies ciekawe atrakcje.
Puki co – to by bylo na tyle.
Sorry, the comment form is closed at this time.